Ogonek

Bite trzy godziny odstałem żeby zrobić sobie (poddać się) badania lekarskie (właściwie diagnostyka). Broń Boże nie narzekam. Sam chciałem. A mogłem wyjść.  Przecież mogłem jak pisze W. Orliński zrobić to w inny sposób „Celebryci, politycy czy milionerzy wierzą w swoją niepowtarzalność i wolą tak jak Steve Jobs leczyć raka trzustki piciem soków i akupunkturą, czym najczęściej skracają sobie życie”.

A ponieważ nie jestem ani celebrytą ani politykiem ani nawet milionerem poszedłem na badania i… odstałem. Odstałem, bo krzeseł ani nawet ławek (bez oparcia) nie było. Swoją szosą zarabiało się kiedyś parę milionów. Ale przyszła denominacja i po ptokach. Emeryturę niestety - nie naliczono na podstawie czasów, gdy było się milionerem. A gdyby tak zrobić sobie wizytówkę z napisem „Były milioner”! Ot taka kładka. Literacka.

W trakcie tych 180 minut przypomniało mi się słów kilka, które znaczą dzisiaj zupełnie coś innego niż kiedyś.  Bo milionerem przecież autentycznie byłem. Zresztą nie jestem wyjątkiem. Byliśmy narodem milionerów! Może nie?! A swoje odstałem w ogonku. Tak się kiedyś to nazywało, gdy ludzie stali za… wszystkim. I ten ogonek się wydłużał. Czasami nawet pokwikiwanie było słychać. A dziś… nawet zwyczajna kolejka kojarzy się albo z wąskotorówką albo z linową. Ale za czymś? Ciekawy jestem, z czym kojarzy się PT Młodzieży przecudnej urody „Psalm stojących w kolejce”?

Zniknął zupełnie tragarz, (nosilszczyk) na kolejowych dworcach. Ja jeszcze widziałem. Mieli takie eleganckie czapki z numerami. Wychodziłeś z wagonu, oddawałeś im swoje walizy. I … nie ginęły! Ale jest parkingowy. I tutaj Was mam! W mowie potocznej nie są to wcale ludzie, którzy pracują na parkingach, ale… strażnicy miejscy (funkcjonariusze straży miejskiej). Ciekawe skąd takie skojarzenie. Ale to już pozostawiam do odgadnięcia czytającym ten tekst. Trudno nie jest.

Albo plecak. Niekoniecznie to słowo ma ścisły związek z „turystą jedynym bez skazy”. Ale ma więź jak najbardziej ścisłą z życiem społecznym. Niekoniecznie z tym nurtem oficjalnym, chociaż… kiedyś o takich, co to dostawali pracę, stanowisko, mieszkanie itd. Itp. po znajomości, po rodzinie, po układach, po… mówiono, że „mają plecy”.  „Grunt to dobre plecy i jest człowiek urządzony”. Zwykle zresztą były to plecy… niewidzialne. A dziś? Po prostu - plecak! Niby to samo. Z pewnością to samo. Ale jak brzmi!

Na koniec angielka. Nie chodzi o mieszkankę brytyjskich wysp, w końcu trochę inaczej się to pisze. Ale jeszcze gdzieniegdzie tak nazywa się bułkę „paryską”!?  Albo kieliszek. Mnie najbardziej podoba się angielka, jako koniec męskiej fryzury z tyłu głowy. Jedna z odmian. Nie jest to cieniowanie włosów, ale ostre, kanciaste podcięcie. Zwyczajny kant.

AZH