Dolomity – Góry Magiczne
W Dolomity jeździliśmy kiedyś regularnie – głównie powspinać się na ferratach, które wtedy nas fascynowały. To był inny świat w porównaniu do naszych małych, choć pięknych Tatr. Potem zafascynowały nas dalekie kraje i trochę o Dolomitach zapomnieliśmy. Ale już dawno myśleliśmy o wyprawie na luzie, głównie dla zdjęć a nie dla ferrat. No i po 15 latach nieobecności pojechaliśmy w te piękne góry – tym razem kamperem.
Optymalizując koszty winietek autostradowych przejechaliśmy bezpośrednio z domu do Tarvisio we Włoszech na jednodniowych winietkach na Czechy i Austrię – w końcu to tylko około 800 km. Pierwszy nocleg wypadł nam w Camporosso In Valcanale na parkingu przy stacji kolejki na Monte Lussari (N 46°30’27.0756” E 13°32’11.2776”) – pod … wiaduktem autostradowym. Było dobrze, bo pogoda się dopiero klarowała a na nas nie padało 😉
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Następnego ranka pogoda się trochę poprawiła – nie padało. Zgodnie z planem pojechaliśmy na parking w okolicach schroniska Lunelli w grupie Popera. Chcieliśmy zrobić małą wycieczkę do schroniska Berti, ale chmury wiszące nad progiem doliny skutecznie nas odstraszyły – na zdjęcia w górze nie było co liczyć. Skończyło się na zupce minestrone w schronisku Lunelli.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
W tej sytuacji postanowiliśmy pojechać do następnego punktu naszej trasy – na pięknie położony u stóp północnej ściany Croda Roda di Sesto kamping Caravan Park Sexten. Wieczorem zaczęło się rozpogadzać, a ranek powitał nas pięknym słońcem.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po śniadaniu ruszyliśmy w dalszą trasę. Na ten dzień mieliśmy rezerwację na parkingu Auronzo pod Tre Cime di Lavaredo. Ale to dopiero od 14-tej. Po drodze zatrzymaliśmy się nad Lago di Landro w dolinie Alta Pusteria. Tam mieliśmy okazję do zrobienia zdjęć znad jeziora na wznoszące się w pobliżu szczyty masywu Cristallo. Nam co prawda chmury psuły trochę ten idylliczny widok, ale i tak było fajnie.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po spacerze nad Lago di Landro pojechaliśmy do Misuriny. Oczywiście w ciągu dnia zaparkowanie tam kamperem graniczy z cudem. W końcu stanęliśmy w zatoczce przy szosie niecały kilometr od centrum miasteczka. Naszym celem były zdjęcia dawnego budynku centrum leczenia astmy dziecięcej na tle jeziora i skalnego masywu Sorapis. Pogoda trochę się popsuła, ale ten klasyczny dla fotografów widok udało się fajnie sfotografować.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po piwku nad jeziorem ruszyliśmy dalej w kierunku Rifugio Auronzo. Do 14-tej kiedy otwierał nam się slot na parking mieliśmy trochę czasu więc zatrzymaliśmy się nad ładnie położonym jeziorem Lago a’Antorno. Jezioro rozlewa się na małej hali u stóp masywów Cadin di Misurina i Tre Cime di Lavaredo. Odbijające się w wodzie jeziora strzeliste iglice Cadin di Misurina i Tre Cime są świetnym tematem do zdjęć. A że pogoda zaczęła się poprawiać to i nam udało się zrobić nienajgorsze zdjęcia – pewnie o złotych godzinach byłoby lepiej, ale przecież nie da się być wtedy wszędzie.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Czas szybko płynął i mogliśmy już ruszyć pod Tre Cime di Lavaredo. Od tego roku (2025) wprowadzono obowiązkową rezerwację przez internet miejsc parkingowych na parkingu przy Rifugio Auronzo . Dodatkowo można wykupić jedynie 12-sto godzinne sloty w cenie 60 EUR/kamper. Więc jeśli się planuje stać tam dłużej to trzeba tych slotów wykupić kilka. No ale cóż – chcieliśmy więc kupiliśmy. Wjechaliśmy na parking i bez problemów zaparkowaliśmy w fajnym miejscu z widokiem na otaczające góry. Pod wieczór poszliśmy na spacer na Monte Campedelle aby zrobić zdjęcia o zachodzie słońca.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Rankiem następnego dnia wstaliśmy wcześnie bo przecież był wschód słońca, a pogoda zrobiła się wymarzona. Poszliśmy ponownie na Monte Campedelle. Widoki nas nie zawiodły.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po powrocie z porannych spacerów zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy na wycieczkę wokół Tre Cime di Lavaredo. Szliśmy już kiedyś tym szlakiem, ale to było baaardzo dawno temu. Widoki na tej trasie są wspaniałe i tylko tłumy ludzi trochę psuły nastrój – ale w tym miejscu trudno w ciągu dnia spodziewać się pustych szlaków.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po odpoczynku w Dreizinnenhutte ruszyliśmy w dalszą trasę w kierunku doliny Val Rinbon (Rienz Tal !!!). Szlak mocno się tam obniża, ale widoki są super.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po stromym zejściu prawie 200 m w dół na płaskie dno górnego piętra doliny dotarliśmy do małych stawków, w których odbijały się ładnie Tre Cime.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Dalej czekało nas podejście na przełączkę Col Forcellina. Po dotarciu na nią ze zdziwieniem zobaczyliśmy zabudowania schroniska, którego podczas naszego pobytu tam 20 lat wcześniej nie było. Okazało się, że powstało miłe, maleńkie schronisko Malga Langalm. Zatrzymaliśmy się tam na krótki odpoczynek.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po odpoczynku w schronisku ruszyliśmy dalej w kierunku przełęczy Forcella Col di Mezzo. Po drodze mijaliśmy kolejne stawki z odbiciami Tre Cime. Dalej już prawie wzdłuż poziomicy dotarliśmy do naszego kamperka.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
To był nasz ostatni nocleg na parkingu przy Rifugio Auronzo. Następnego dnia późnym rankiem ruszyliśmy przez Misurinę i Passo Tre Croci do Cortiny d’Ampezzo. Pogoda zaczęła się psuć. Na nocleg zatrzymaliśmy się na kampingu Rocchetta na obrzeżach Cortiny. Następnego dnia planowaliśmy wycieczkę do Lago di Sorapis, ale pogoda pokrzyżowała nam szyki. Siąpił deszcz a góry tonęły w chmurach. W tej sytuacji pojechaliśmy sobie miejskim autobusem do centrum Cortiny (autobusy dla gości kampingów są za darmo, i jeżdżą co 15 minut). Pospacerowaliśmy po miasteczku, trochę rozkopanym ze względu na przygotowania do Zimowej Olimpiady 2026.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Następnego ranka pogoda była zdecydowanie lepsza więc postanowiliśmy wyjechać kolejką na Tofanę di Mezzo – 3244 m npm. To trzeci co do wysokości szczyt Dolomitów. Pojechaliśmy kamperem na parking przy dolnej stacji kolejki (uwaga: niech Was nie myli zakaz wjazdu kamperów na ten parking – nie dotyczy tych, którzy wjeżdżają kolejką, jest ekstra płatny). Na dole świeciło słońce, ale szczyt Tofany di Mezzo chował się w chmurach. Wszedłem tam ze stacji kolejki licząc na okno w chmurach. Trochę się odsłaniało, ale Tofana di Rozes nie pokazała swojego oblicza. Były za to widoki na Tofanę di Dentro.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po spacerze powyżej górnej stacji kolejki postanowiliśmy zjechać niżej do słoneczka. Zatrzymaliśmy się na dłużej na pośredniej stacji kolejki na Col Druscie na widoczki i małe co nieco w restauracji. Widoki były fajne na leżącą w dolinie Cortinę i masywy Cristallo, Sorapis i Croda da Lago a małe co nieco też nas nie zawiodło.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po zjeździe z Tofany pojechaliśmy na Passo Giau gdzie planowaliśmy spędzić noc. Było trochę wcześnie więc mieliśmy kłopot ze znalezieniem miejsca na postój, ale udało się nam stanąć na małym, dzikim parkingu nieco poniżej przełęczy. Widoki o zachodzie słońca jak i o wschodzie były super. Szczególnie Tofana di Rozes prezentowała się pięknie.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po nocy na Passo Giau i zdjęciowych sesjach pojechaliśmy w kierunku Passo Falzarego z zamiarem spaceru w okolicach Cinque Torri. To słynna grupa skalna składające się większych i mniejszych bloków tworząca skalny ogródek pomiędzy wysokimi szczytami Tofany i Averau-Nuvolau. Pojechaliśmy na parking przy pensjonacie Bai de Dones skąd kolejką wjechaliśmy do Rifugio Scoiatolli. Spacer wokół skalnych wież z pięknymi widokami to był fajny punkt naszej trasy.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po powrocie na parking podeszliśmy jeszcze do leżącego w pobliżu jeziorka Bai de Dones, w którym odbijały się ściany Tofany di Rozes.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Dalej czekała nas dość długa droga na Passo delle Erbe gdzie zaplanowaliśmy kolejny nocleg (N 46°40’29.5716” E 11°48’48.9708”). Nad przełęczą wznosi się wybitny szczyt Sass de Putia. Parking nie zapewnia żadnej infrastruktury, ale można na nim stać na noc kamperem (niestety trzeba za tę przyjemność zapłacić 25 EUR). Na przełęczy są dwie knajpki – w tej po stronie gór zjedliśmy znakomity gulasz. Po posiłku poszliśmy na spacer w kierunku północnych ścian Sass di Putia. Z drogi są ładne widoki na masyw. Pod ścianami Sass di Putia, leży maleńkie schronisko Munt de Fornella, przy którym można odpocząć i wypić fajne nalewki.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po śniadaniu pojechaliśmy wąską drogą w dół doliny Val di Funes do miejscowości Santa Maddalena. Jest tam znany wśród fotografów punkt, z którego robi się zdjęcia kościółka Chiesa di Santa Maddalena na tle grani Odle. Do punktu, z którego kościółek wygląda najfajniej trzeba dojść przez wieś około 40 minut. Ale warto.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po zdjęciach kościółka podjechaliśmy jeszcze w górę wsi, gdzie znajduje się drugi słynny punkt Chiesetta di San Giovanni in Ranui. Dojście do niego niestety kosztuje – 5 EUR od osoby, ale cóż – chce się mieć takie zdjęcia to trzeba płacić. Biały kościółek na zielonej łące w otoczeniu lasów fantastycznie kontrastuje z ostrymi skalnymi wieżami i turniami.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po zdjęciach kościółków pojechaliśmy do Ortisei w dolinie Val Gardena, gdzie zatrzymaliśmy się na małym kampingu przy Albergo Pontives (N 46°35’10.3236” E 11°38’2.04”). Nie ma tam zbyt wielu udogodnień, ale jest prąd, woda i można zrzucić ścieki. Łazienki są dostępne w restauracji, gdzie można oczywiście zjeść smaczne posiłki. Pod wieczór zerwała się niesamowita burza, ale siedzieliśmy sobie w zaciszu kampera więc specjalnie nam to nie przeszkadzało. Na kolejny dzień planowaliśmy wjazd kolejką na słynny wśród fotografów szczyt Seceda. Kamperem nie ma co się pchać do centrum Ortisei bo nie ma parkingów, na których można się zatrzymać. Pojechaliśmy więc autobusem, a właściciel kampingu nie robił problemu z przedłużeniem postoju poza obowiązującą dobę. Na szczyt Seceda wjechaliśmy jedną z pierwszych kolejek, ale turystów i tak już było dużo. W górze po burzy z poprzedniego dnia przywitał nas śnieg.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Seceda to kultowe miejsce dla fotografów. Ten niepozorny szczyt zamyka od zachodu postrzępioną skalistą grań Odle. Łagodnie opadające zielone łąki u góry zwieńczone niemal pionowymi skalnymi zębami to naprawdę super widok. A do tego widoki na Sassolungo, grupę Sella i pasma Alp na północy.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Za dojście do przełęczy Forcella Pana, gdzie kończą się zielone łąki a zaczyna skalisty świat Odle trzeba niestety zapłacić – ach ta komercja.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po powrocie ze szczytu pospacerowaliśmy jeszcze trochę po klimatycznym Ortisei.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Kolejnym punktem na naszej trasie był parking na przełęczy Passo Pordoi. Nie ma na nim żadnych udogodnień, ale trzeba zapłacić 40 EUR za noc. No ale obok jest dolna stacja kolejki na Sass Pordoi na płaskowyż Sella. Z parkingu mieliśmy fajne widoki na Sassolungo, Col Rodella i Sass Pordoi.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Rankiem, jedną z pierwszych kolejek wyjechaliśmy na płaskowyż Sella. Widoki stamtąd na Piz Boe, Marmoladę, Sassolungo i Catinaccio są naprawdę piękne a spacer po płaskowyżu robi wrażenie.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Z Passo Pordoi pojechaliśmy do Pozza di Fassa na znany nam z wielu poprzednich wyjazdów Kamping Vidor. To miejsce nigdy nas nie zawiodło – jest naprawdę świetne, nie tylko dla osób podróżujących kamperem.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Następnego ranka opuściliśmy gościnny kamping i pojechaliśmy na przełęcz Passo Rolle w pięknej grupie Pala. Na przełęczy udało nam się za drugim podejściem zdobyć miejsce na parkingu. Ruszyliśmy więc na wycieczkę do Baita Segantini. Do schroniska z przełęczy trzeba podejść ponad 200 m w górę ale szlak jest łatwy, a widoki są piękne. Można wjechać też busikami, których postój jest nieco poniżej przełęczy, ale my postanowiliśmy pójść pieszo. Pogoda była piękna a widoki w miarę zdobywania wysokości coraz lepsze. Leżące nad małym jeziorkiem o tej samej nazwie schronisko oferuje fantastyczne widoki. Tuż za schroniskiem wznoszą się bowiem postrzępione ściany dwóch najwyższych szczytów grupy Pala – Cima della Vezzana (3192 m npm) oraz Cimon della Pala (3184 m npm). Jeśli jest pogoda to spacer do tego miejsca jest obowiązkowy.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na lunch w leżącym na trasie schronisku Capanna Cervino. Widoki z tarasu były super, a jedzenie jak zwykle we Włoszech świetne.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Po powrocie na przełęcz zjechaliśmy na parking Area Sosta Camper Tognola położony 1 km od centrum San Martino di Castrozza (N 46°15’15.1164” E 11°48’2.2716”). Nie jest to kamping a parking, ale dla kamperów jest prąd, woda i zrzutnia ścieków. Płaci się 25 EUR/noc w automacie przy bramkach wjazdowych.
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Następnego dnia musieliśmy już wracać do kraju. Pogoda zaczęła się psuć - Dolomity żegnały nas deszczem. W górach było świetnie - zobaczyliśmy miejsca w których nigdy nie byliśmy i przypomnieliśmy sobie te które wiele lat wcześniej odwiedzaliśmy. Kamper sprawdzał się znakomicie na górskich drogach. Poniżej prezentujemy mapkę naszej trasy wokół Dolomitów z zaznaczonymi miejscami naszych kampingów
Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie
Trzeba jeszcze kiedyś wrócić, szczególnie na południową część.
Dorota i Jurek


