Amanitka albo listopadowo jeszcze
Podobno „Historia magistra vitae est”. Ale i „Jeśli historia uczy czegokolwiek, to tylko tego, że ludzie nigdy niczego się nie nauczyli z historii.” – No właśnie – to, co, powtórzy się „Czechosłowacja 1938” / (dyktat monachijski)/?
Pisał Karel Čapek – „To tylko takie gadanie, że jesień, my na razie rozkwitamy innym kwieciem, rośniemy pod ziemią, wypuszczamy nowe pędy wciąż jest, co robić. Tylko ci, którzy trzymają ręce w kieszeniach, mówią, że będzie gorzej, ale ten, kto kwitnie i wydaje owoce, nawet, jeżeli robi to w listopadzie, nie daje świadectwa jesieni, ale złotemu latu nie daje świadectwa upadkowi, ale kwitnieniu. Jesienny astrze, drogi człowieku, rok jest tak długi, że nie ma końca”.
Deja vu. Przeczytałem ostatnio tekst Szymona Majewskiego, który po 40 latach wrócił w Pieniny. I opowiadał o swoich wspomnieniach. Jak to kiedyś…Pomyślałem przecież to znam. Tylko, że jakieś 7 lat temu. I w Bieszczadach. Konkretnie bazowaliśmy w Bacówce pod Honem /Cisna/. I mimo, że we wrześniu lało na okrągło trafiliśmy w tygodniowe „pogodowe” okienko. A może to było okno weneckie. Plątaliśmy się po tych najpiękniejszych stronach. Luźniutko, wolniutko, co jakiś czas robiąc popasy, napawając się pogodą, okolicą i towarzystwem. Zalegaliśmy w zieloności i w słoneczku, gaworząc, wspominając, korzystając czasami z dobrodziejstw doktora Polmosa. I na każdym miejscu zapraszając kolejnych „przechodniów” opowiadaliśmy ten sam dowcip. O bacy, który zastrzelił swojego owcarka. A gdy go zapytano „A co wściekły był?”- Padała odpowiedź - ” No zadowolony nie był”. I po, kolejnym spotkaniu z grupą, którą minęliśmy jakiś czas wcześniej syn, czy wnuk państwa, którzy deptali w tym samym kierunku zameldował „O my się już znamy, jest ten pan, który owczarka zastrzelił”.
Sezon na grzyby trwa. Autentycznie. Pojawiła się specyficzna /przynajmniej dla mnie/ moda na muchomora. Tak tego pięknego czerwonego. Coraz częściej słyszy się o rzekomo cudownych jego zdolnościach. Tak twierdzą, co niektórzy specjaliści od „medycyny alternatywnej” i… poszukiwacze odmiennych stanów świadomości. Ja wiem, że „chcącemu nie dzieje się krzywda”, ale…to grzyb trujący. Patrząc z drugiej strony chyba nie bez powodu mówią też o nim, że to „grzyb jednorazowego użytku” albo jeszcze bardziej dosadnie „dla teściowej”. Zawiera on znaczne ilości muscymolu, który co udowodniono, ingeruje w działanie układu nerwowego; m.in. odpowiada za hamowanie aktywności neuronów.
Niedawno Zaduszki. Trafiłem na książkę /nie przeczytałem całej/ z rozmowami z pacjentami hospicjów; „Czego najbardziej żałują umierający”. Może warto wiedzieć, wszak wszystkich nas to czeka. Autorka wymienia pięć rzeczy, spraw – „1. Szkoda, że nie miałem odwagi żyć tak jak chciałem, a nie tak jak oczekiwali inni. 2. Szkoda, że tak dużo pracowałem. 3. Szkoda, że nie miałem odwagi okazywać uczuć. 4. Żałuję, że straciłem kontakt z przyjaciółmi. 5. Szkoda, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwym”. Oczywiście płeć nie ma tutaj większego znaczenia. Ostatnio w którymś z kabaretów usłyszałem „Przecież nie chciałbym umrzeć w pracy”. Ja chyba też nie.
Zrobiło się atrakcyjnie !?. Spadł śnieg. Tysiące gospodarstw bez prądu. Połamane drzewa. Na drogach przybyło rozbitych samochodów. Ale bałwana można też zobaczyć. Bo przecież na co dzień…
AZH


